-Na pewno jesteśmy pod Lodowymi Górami. - powiedziała Layla
- Aha, a jest tu jakieś wyjście ? - gdy się zapytałem zza roku
wyskoczyły niedźwiadki, ale one nie były normalne. Chcieliśmy usiekać w
drugą stronę, ale się nie udało... złapali nas, uwiązali nas i zamknęli w
klatce. Ja razem z Laylą cierpieliśmy - mi ucięli skrzydła, a jej mocno
związali łapy. Z mojego oka wypłynęła łza koloru.... czarnego,
wiedziałem że coś się ze mną dzieje. Nagle poczułem siłę w łapach.
Uwolniłem swoje łapy, a następnie Layly. Chicho wyszliśmy z klatki....
ale coś się nie udało. Zauważył nas misio (no niedźwiadek )
- Lily uciekaj, ja się nim zajmę
- Ale...
- Żadne ale, Uciekaj! - powiedziałem a misio rzucił się na mnie, ale ja
się nie poddam. Miałem lekko skaleczoną łapę, ale to nic. Znalazłem Lily
po drodze i wyszliśmy z tego chorego miejsca.
- Co tera robimy? - spojrzałem na Layle
<Layla?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz